Pół tygrysa - czyli rozmowa nie tylko o biznesie z Robertem Dobrzyckim z Panattoni

Sukces zawodowy: ciężka praca czy zrządzenie losu?
W moim przypadku jedno i drugie, z delikatną przewagą ciężkiej pracy.
Studia z zarządzania...
Tak, bo ten kierunek studiów nie blokuje, ale też nie ukierunkowuje. Jest interdyscyplinarny. Młody człowiek, gdy idzie na studia, zazwyczaj nie jest zdecydowany, co chce w życiu robić. A
kierunek zarządzanie daje możliwość podejmowania decyzji o dalszym przebiegu kariery na późniejszym etapie życia.
Jeśli nie branża logistyczna, to...?
To właściwie przypadek zdecydował o tym, że trafiłem do nieruchomości. Na pewno pracowałbym w biznesie, choć nie potrafię sobie wyobrazić, w jakiej branży. Prawdopodobnie tam, gdzie
rzuciłby mnie los... Jednak skoro już trafiłem do logistyki, zostałem w niej, jako że zwykle jestem wierny temu, co zaczynam.
Jak Pan sobie radzi ze stresem?
Pomagają mi rodzina i sport. Pozwalają odciągnąć umysł od dnia codziennego. Jeśli chodzi o sport, regularnie uprawiam tenis i chodzę na siłownię.
Hobby?
Żeglarstwo regatowe, choć także rekreacyjne. Regatowe ma tę przewagę nad rekreacyjnym, że pozwala odstresować głowę. Gdy umysł skupia się całkowicie na rywalizacji sportowej, na
działaniach konkurenta, ciało także odpoczywa. W sezonie letnim udaje mi się wyjeżdżać na żagle co 2-3 tygodnie.
Na co najchętniej wydaje Pan pieniądze?
Nie mam szczególnej potrzeby wydawania pieniędzy na siebie. Największą przyjemność sprawia mi robienie prezentów innym, w tym oczywiście mojej rodzinie.
Z jakim zwierzęciem się Pan identyfikuje?
Jeśli takie zwierzę by istniało, to chyba z tygryso-psem.
Spacer czy wypad samochodem za miasto?
Raczej to drugie, bo fascynuje mnie odkrywanie czegoś nowego, ale przy stanie polskich dróg to bardziej męczące niż relaksujące. Generalnie wolę wyjazdy od spacerów, chociaż gdy ma się
półtoraroczne dziecko, trzeba na jakiś czas zapomnieć o spontanicznych wypadach za miasto. Jeśli już gdzieś wyjeżdżamy, wybieramy raczej miejsca przyjazne dla dziecka. Latem byliśmy np. w
agroturystycznym gospodarstwie we Włoszech. Stamtąd mogliśmy się dopiero wypuszczać na krótkie wycieczki.









Brak komentarzy