Jednym z założeń wprowadzenia zakazu handlu w niedziele była poprawa sytuacji małych sklepów, które mogą otwierać się w ten dzień tygodnia, jeśli za ladą stanie właściciel. Czy uda się zrealizować to założenie? Zdania w tej kwestii są podzielone. Co prawda dane CMR pokazały, że w marcu 2018 r. liczba transakcji zaraportowanych w sklepach małoformatowych do 300 m2 była o 18 proc. wyższa niż w lutym 2018 r., a całkowita wartość sprzedaży zwiększyła się o 23 proc., ale zdaniem przedstawicieli tej organizacji wzrost ten wynikał ze większej liczby dni (marzec był o 3 dni dłuższy niż luty), a także ze zwiększonych zakupów związanych z przygotowaniami do Wielkanocy.

Jak pokazują dane CMR, w dwóch tygodniach z zakazem w handlu w niedzielę sklepy małoformatowe odnotowały wzrost zarówno liczby transakcji, jak i obrotów w porównaniu z poprzednimi tygodniami, jednak w dużym stopniu przyczyniło się do tego chwilowe ocieplenie, które nadeszło po fali mrozów.

Zdaniem Marii Mickiewicz, analityka Pekao Investment Banking, na zakazie handlu mogą skorzystać większe formaty, takie jak dyskonty czy supermarkety typu proximity, ale również będące pod presją w ostatnich latach hipermarkety. Okazuje się, że część konsumentów przechodzi do hipermarketów w dni przed niehandlowymi niedzielami, robiąc zakupy na zapas. - Obecnie zachowania zakupowe konsumenta wydają się nieco zaburzone. Konsument w sobotę towaruje się „jak na wojnę”, kupuje nieproporcjonalnie dużo jak na jeden dzień zamkniętych sklepów. Ta właśnie potrzeba dużych jednorazowo zakupów może być plusem dla dużych formatów, w tym również w pewnym stopniu hipermarketów – mówi Maria Mickiewicz.

Przed wejściem w życie przepisów analitycy spodziewali się spadku zysków najemców galerii i centrów handlowych, które pomimo zakazu mogą być otwarte w niehandlowe niedziele (zamknięte są tylko sklepy, których dotyczy zakaz). I rzeczywiście, zarządcy galerii sygnalizują już znaczny spadek liczby klientów. Restauracje, kawiarnie i kina, choć mogły funkcjonować w minione niehandlowe niedziele, nie przyciągnęły rzeszy konsumentów. Zbigniew Grycan poinformował już po dwóch niehandlowych niedzielach, że widać negatywny wpływ zakazu na jego lodziarnie i spadek obrotów. 

Nie ziścił się scenariusz mówiący o tym, że Polacy w niedziele z zakazem handlu ruszą na zakupy do sklepów położonych przy stacjach benzynowych. Zdaniem ekspertów, tego typu placówki nie mogą liczyć na zwielokrotnienie zysków w związku z wprowadzeniem ustawy. Klienci nie spełniają się tam zakupowo. Stacje oferują dość wąski asortyment i nie mogą go specjalnie uatrakcyjnić z uwagi na zbyt małą powierzchnię sprzedażową. 

Analitycy oceniają, że największymi zwycięzcami zakazu mogą okazać się formaty, które konsument najbardziej preferuje, czyli dyskonty (Biedronka i Lidl) oraz supermarkety typu proximity, oferujące większy wybór niż dyskont przy rozsądnych cenach (przykładem jest giełdowe Dino). To sklepy na „codzienne zakupy”, choć jednocześnie można w nich nabyć więcej towarów na zapas.

Czytaj więcej:

Kwiecień w handlu: Pierwsze podsumowania niehandlowych niedziel i przejęcie Stokrotki

Atrakcyjne lokale w galeriach handlowych i centrach miast - zobacz oferty na PropertyStock.pl