Chiny stały się wprawdzie fabryką świata, ale największym motorem wzrostu w ostatnich dekadach była nie produkcja, a rynek nieruchomości. Jego udział w gospodarce oceniany jest aż na 25 do 29 proc. wartości PKB. W innych krajach wskaźnik ten wynosi zwykle o połowę mniej.

Podstawową przyczyną takiego boomu było masowe przenoszenie się ludzi ze wsi do miast w ciągu ostatnich 30 lat. Skala tej migracji oceniana jest na 600 milionów osób. W grę wchodzą jednak także inne czynniki.

Dla wielu Chińczyków kupno mieszkania jest najłatwiej dostępną lokatą kapitału. Często nie chodzi o kupno własnego „M”, czy lokalu pod wynajem, a zwykłą spekulację – mieszkania stoją puste w oczekiwaniu na wzrost ich wartości i możliwość sprzedania z dużym zyskiem. Nawet 20 proc. lokali mieszkalnych w Chinach może być niezamieszkane. Wręcz ikoniczne stały się wizerunki pustych osiedli, a nawet całych „miast duchów”.

Taki spekulacyjny obrót nieruchomościami ma poważne konsekwencje. W ciągu ostatnich 15 lat ceny, zwłaszcza w dużych miastach rosły w tempie przekraczającym często 10 proc. rocznie. Z drugiej strony, by podołać popytowi, deweloperzy angażowali się w ryzykowne i kosztowne przedsięwzięcia. Według ocen banku Morgan Stanley łączne zadłużenie branży wynosi ok. 18,4 biliona juanów (2,8 biliona USD), co odpowiada 18 proc. PKB Chin.

Sytuacja na rynku nieruchomości w ostatnich latach coraz bardziej zaprzątała uwagę kierownictwa KPCh. Xi Jinping kilkakrotnie stwierdził, że „mieszkania są do mieszkania, a nie spekulacji”. Trzeba jednak pamiętać, że problem i patologiczne relacje władzy i deweloperów Pekin stworzył sam.

Czytaj cały artykuł na www.wnp.pl

 





Condohotele w całej Polsce. Zobacz najnowsze inwestycje