Rzecznik KRRiT Teresa Brykczyńska poinformowała PAP, że przewodniczący Krajowej Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski podjął decyzję o ukaraniu spółki Eurozet karą w wysokości 476 tys. zł za emisję materiału na antenie Radia Zet o okolicznościach przejazdu prezydenta Ukrainy przez terytorium Polski.

Jak poinformowano w decyzji, "analiza przekazanych materiałów wykazała, że w dniu 22 grudnia 2022 r., o godz. 9.00, w programie Radio Zet, poruszane były okoliczności przejazdu prezydenta Ukrainy przez terytorium Polski. Red. Mariusz Gierszewski z Radia Zet powiedział w audycji, że "informatorzy twierdzą, że polska strona wiedziała o wjeździe pociągu specjalnego ze strony Ukrainy, ale nie wiedziała, kto nim jedzie. Na dworcu w Przemyślu nie było naszych służb. Amerykanie zapakowali Zełenskiego w swoje samochody i zawieźli do Rzeszowa, gdzie wsadzili do samolotu - relacjonuje informator z polskich służb. Jego zdaniem to wynik spadku zaufania u sojuszników do polskich służb i policji po aferze z wystrzałem granatnika komendanta Policji. Zgadza się z tym jeden z byłych szefów służb specjalnych. Ukraińcy i Amerykanie nie tylko czytają nasze media, ale mają także swoje źródła informacji. To ewidentny brak zaufania, obawiano się sabotażu podróży - mówi były szef jednej ze służb specjalnych".

Przewodniczący KRRiT dopytywany w poniedziałek w TVP Info o okoliczności nałożenia kary, wyjaśnił, że rada zapytała Radio Zet, czy ma jakieś dowody na to, że "po pierwsze, taka sytuacja miała miejsce, a po drugie, czy zapytali osobę zainteresowaną, którą opisują, czyli polskie służby, ewentualnie ministra-koordynatora ds. służb specjalnych albo ministra spraw wewnętrznych, któremu te służby są podległe czy taka sytuacja w ogóle miała miejsce".

"Odpowiedź Radia Zet była taka, że chronią swoje źródła, w związku z czym nie udzielają informacji. A na pytanie o to, czy zapytali ministra czy służby w ogóle, nie odpowiedzieli i nie przedstawili dowodu na to, że takie zapytanie się pojawiło. W związku z czym zwróciłem się do ministra spraw wewnętrznych i ministra-koordynatora z zapytaniem czy było zapytanie ze strony Radia Zet do nich o to, jak te fakty wyglądały, czy ewentualnie komentarz do sprawy. Okazało się, że minister-koordynator odpowiedział, że nie było żadnego zapytania do polskich służb w tej sprawie" - powiedział Świrski.

I tutaj - jak wskazał - dochodzimy do "kwintesencji całej tej sytuacji". "Mianowicie - elementarnym obowiązkiem dziennikarza jest dotarcie do komentarza osoby opisywanej, podmiotu zainteresowanego czy opisywanego w materiale prasowym. Można ten obowiązek wyciągnąć z art. 6 prawa prasowego, że media są zobowiązane do rzetelnego, prawdziwego opisywania rzeczywistości. A po drugie, w art. 12 prawa prasowego jest mowa o obowiązku dziennikarskim dotarcia do prawdziwego prezentowania źródeł czy informacji" - zaznaczył.

"I w ten sposób nabrałem przekonania, że to jest po prostu fake news. Bo gdyby ta informacja pochodziła, została sprawdzona u ministra-koordynatora, ewentualnie byłoby tylko zapytanie, mogliby usłyszeć: +bez komentarza+, to jest ich obowiązek żeby tam dotrzeć. Nie dochowali rzetelności, to jest pierwsza sprawa" - zaakcentował Świrski.

Po drugie - jak zauważył - gdyby "uzyskali jakieś informacje i to zapytanie zadali", mając "chociażby nagranie rozmowy telefonicznej albo maila wysłanego z zapytaniem", to sprawa "byłaby jasna". "Nie byłoby całej sprawy, nie byłby to fake news, tylko dochowaliby rzetelności. Stąd moje przekonanie, że cała sprawa została wymyślona, po to, żeby wzbudzić zainteresowanie, zwiększyć słuchalność, wejścia na stronę. Ta informacja (…) jest po prostu wymyślonym fake newsem, na całą tę sytuację nie ma żadnych dowodów, a ochrona źródeł jest po prostu takim unikiem, żeby nie powiedzieć, że nie ma się żadnych dowodów na to, że taka sytuacja miała miejsce" - mówił.

Jego zdaniem całą sytuację trzeba plasować w szerszym aspekcie. "Mamy tu po pierwsze uderzenie w polską rację stanu w tym sensie, że tego rodzaju news przecież rozszedł się bardzo szeroko po kraju. Pamiętamy 22 grudnia i cały okres przedświąteczny był w zasadzie poświęcony tylko temu, że Polacy nie mogą ufać swoim służbom, bo Amerykanie im nie ufają. Chociaż każdy obserwator, który posługuje się logicznym myśleniem od razu wiedząc, że np. Amerykanie przysłali swój samolot Air Force One do Polski po prezydenta Zełenskiego i lądował w Rzeszowie, to polskie służby musiały wiedzieć, że ten samolot przylatuje (…) Tak więc bezwzględnie jest to fake news, który uderzył w poczucie bezpieczeństwa Polaków, a zatem w podstawowy interes państwa, żeby Polacy ufali swoim służbom, wojsku i mieli zaufanie do tego, w jaki sposób sprawy bezpieczeństwa są zarządzanie" - ocenił Świrski.

"Drugim aspektem tej sprawy jest to, że tego rodzaju uderzenie w poczucie bezpieczeństwa to także rozbijanie wspólnoty. Bo Polacy jako wspólnota mają pewne wspólne wyobrażenie o tej rzeczywistości, która nas otacza. Oczywiście są podziały polityczne i są te bańki informacyjne, w których wszyscy jesteśmy siłą rzeczy ze względu na korzystanie z mediów społecznościowych. Ale pewne rudymentarne, podstawowe rzeczy są nienaruszalne. To np. poczucie wspólnoty, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo i chęć obrony kraju. Jeżeli mamy do czynienia z takim fake newsem, który uderza w tę podstawową sprawę poczucia bezpieczeństwa i zaufania do służb, które są przeznaczone do tego, żeby Polska była niepodległa i bezpieczna, no to jest początek erozji i destabilizacji kraju" - wskazał.

Jak podkreślił, stąd tak wysoka kara. "Rzeczywiście, maksymalna z punktu widzenia ustawy. Dlatego że ustawa mówi, że przewodniczący może ukarać nadawcę połową wysokości opłat za częstotliwości, które nadawca uiszcza" - zaakcentował Świrski.

Na pytanie, czy się "nie wystawia na atak frontalny, czy od ścigania prób zniszczenia czy wspólnoty narodowej czy siania destabilizacji czy prowokacji bardziej nie jest prokuratura" - zaznaczył, że nie jest to kwestia jego woli, tylko przepisów prawa. "To nie jest tak, że jak przewodniczący zobaczy łamanie prawa, to może, ale jak mu się zachce, zareagować. Jest prosty przepis - jeżeli jest złamanie prawa, to muszę zareagować. I to są dwie różne sprawy. Prokuratura - procesy karne, kwestia sprostowań według prawa prasowego to jest osobna sprawa cywilnego podejścia do tego. Natomiast ustawa o radiofonii i telewizji nakłada na przewodniczącego pilnowanie, dyscyplinowanie rynku, żeby nie nastąpiło zdziczenie mediów, co niestety, w pewnej mierze już nastąpiło w Polsce, ponieważ przez lata nie reagowano na fake newsy w mediach" - dodał.

Atrakcyjne lokale w galeriach handlowych i centrach miast - zobacz oferty na PropertyStock.pl